piątek, 24 lutego 2012

Silent Hill - Recenzja Wszystkich Części

Nie jest to typowa recenzja, w której poświęcę uwagę serii w tradycyjny sposób, gdyż takich recenzji jest dużo i bez problemu można je odnaleźć w Internecie. Znajdziesz tam informacje na temat grafiki, dźwięku, grywalności itd. itd. Ja natomiast poświęcę swoją uwagę głównie klimatowi gry, od czasu do czasu wyrażając także swoje zdanie na tematy techniczne.

Filmów i gier z tego gatunku jest dużo. Jeśli chodzi o mój gust, to nie jestem fanem slasherów (choć czasem je obejrzę) i hektolitrów krwi. Bardziej lubię klimaty, w których napięcie jest budowane powoli, stopniowo, a strach jest w pewnym momencie tak silny, że zapomina się o tym, że to tylko film/gra. Umysł wyłącza się i jedyne o czym się myśli - co przeżywają główni bohaterowie i co się tak na prawdę dzieje. Nie będę pisał o tym jakie filmy mi się podobają, dlatego, że jest to kwestia gustu. Dodam tylko, że są to filmy, na których wzorowali się twórcy Silent Hill (np Jacob's Ladder) oraz kilka klasyków z lat 70-tych. Jestem fanem horrorów od najmłodszych lat, a gier tego typu od roku 1998 kiedy to po raz pierwszy zagrałem w Resident Evil 2.







Silent Hill (1999) 

Pierwsza gra z serii. Kamień milowy w historii gier z gatunku survival horror. Psychodeliczna podróż po zakamarkach ludzkiego umysłu. Dramat głównego bohatera przeżywającego najgorszy koszmar jaki mógł mu się przytrafić – wypadek i zniknięcie córki w obcym mieście. Gra do tej pory potrafi silnie uderzyć, wciągnąć i zostawić z uczuciem żalu, pustki, pytań, na które nie ma odpowiedzi – w przypadku najgorszego zakończenia. Muzyka jest chora, a zarazem piękna, czasami uspokajająca, choć często też gwałtowna, ciężka, trudna. Grając w tą grę miałem wrażenie, że trafiłem po prostu do piekła, z którego już nigdy się nie wydostanę, wszystko wokół potęgowało dodatkowo uczucie strachu, bezsilności i bezradności.

Pierwsza część gry była dla mnie jak najlepsza książka. Sam na sam z grą i światem wykreowanym przez jej twórców. Do dziś ta gra jest wciąż porywająca, choć grafika, która była najsłabszym elementem  już w roku premiery, potrafi lekko zniechęcić.  Jest to jednak wciąż numer jeden z całej serii, dla mnie i dla wielu fanów SH.


Silent Hill 2 (2001) 

James Sunderland otrzymuje list. Jego żona chce się z nim spotkać w Silent Hill. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jego żona nie żyje od kilku lat...

Tak zaczyna się druga część gry. James zatrzymuje się w przedmieściach miasta i zaczyna podróż do miejsc, które były związane z jego żoną (między innymi hotel i szpital). Ta część gry jest zupełnie inna niż pierwsza. Nie ma tutaj ciągłego strachu, czy ucieczki. Są za to wspomnienia i smutek. Smutek jaki nam towarzyszy gdy stracimy kogoś bliskiego lub gdy ktoś nas zostawi. James wierzy, że jego żona żyje, choć wydaje mu się to niedorzeczne i nie do końca w to wierzy. Co jednak sprawia, że kontynuuje podróż do „specjalnego miejsca”, w którym czeka na niego Mary? Co wspólnego z nią ma kobieta, którą James spotyka w mieście, łudząco do Mary podobna?

Druga część gry przypominała mi bardzo „Miasteczko Twin Peaks” oraz film „Oni” (na podst. Książki Stephena Kinga). Klimat jest zupełnie inny niż w poprzednim Silent Hill, tak samo muzyka – spokojniejsza, bardziej melancholijna. Gra zestarzała się tylko pod względem grafiki, choć ta wciąż jest na dobrym poziomie. Dla mnie Silent Hill 2 jest na drugim miejscu, łącznie z następną częścią.

Silent Hill 3 (2003) 

Heather. Młoda 17 letnia dziewczyna postanawia wrócić do domu, do swojego ojca. Niestety nie będzie to łatwa, zwyczajna droga…

Sen, czy jawa, czy może halucynacje? W trzeciej części Silent Hill mamy do czynienia z tym samym co w poprzednich dwóch.  Gra powraca do korzeni, do klimatu części pierwszej. Jest także znacznie więcej walki i broni, co mi osobiście nie przypadło zbytnio do gustu (karabin maszynowy w rękach siedemnastolatki…).  Klimat gry jest jednak świetny, doskonale zostały zrealizowane cut-scenki, które zostały doskonale wyreżyserowane i zagrane. Muzyka jest połączeniem stylu z jedynki i dwójki, dodatkowo pojawia się jeden z najpiękniejszych kobiecych wokali jaki słyszałem – Mary Elizabeth McGlynn. To wszystko sprawia, że Silent Hill 3 trzyma bardzo dobry poziom, także graficzny pomimo upływu czasu.  Tak jak wspomniałem – gra jest na drugim miejscu, łącznie z SH 2, choć mogła by być nawet lepsza, gdyby nie duży nacisk na walkę.

Silent Hill 4 – The Room 

Pierwotnie miała to być gra nie mająca nic wspólnego z Silent Hill, jej twórcy zmienili jednak zdanie. Pomimo tego gra nie ma zbyt wiele wspólnego z Silent Hill, a konkretnie z miasteczkiem i schematem poprzednich części polegającym na zwiedzaniu miasta (choć i to było ograniczone w trzeciej części). Czy wyszło to grze na dobre? Trudno powiedzieć…

Henry Townshend budzi się zamknięty w pokoju hotelowym, bez możliwości ucieczki i wezwania pomocy (nikt go nie słyszy). Jedynym wyjściem z pułapki jest duża dziura, która nie wiadomo skąd wzięła się w łazience. Otwór ten będzie służył Henry’emu jako portal, przez który będzie podróżował do różnych, dziwnych miejsc, także tych związanych z Silent Hill.

Czwarta część serii jest grą dobrą, jednak zupełnie inną, niż poprzednie. Oczywiście dalej nie wiadomo co się tak naprawdę dzieje, jednak zostało to przedstawione inaczej. Gra przypomina klimatem typowe japońskie horrory, mamy tutaj do czynienia z duchami i powrotami tych, którzy zginęli. Muzyka jest bardzo dobra i ma trochę inny styl niż w poprzednich częściach. To co nie wyszło twórcom, to przeciwnicy – o ile duchy były dobrym pomysłem, tak pozostałe "stworzenia" są raczej…śmieszne i nijakie. Grafika trzyma poziom i jest po prostu dobra.

Gra jest zdecydowanie najsłabszą z serii (biorąc pod uwagę pierwsze cztery części), choć nie jest grą złą, wręcz przeciwnie. Jest to także ostatnia stworzona przez japoński Team Silent. Kolejne części Silent Hill zostały stworzone przez dwa różne studia.







Silent Hill Origins (2007) 

Travis Grady, młody kierowca ciężarówki jest świadkiem pożaru. Udaje mu się uratować z płonącego domu małą dziewczynkę, która ucierpiała dość znacznie od płomieni. Jednak nie pożar był przyczyną jej obrażeń…Krótko po tym, jak Travis wynosi z domu ofiarę – pada nieprzytomny na ziemię i budzi się w okolicach szpitala Silent Hill próbując wyjaśnić co się tak na prawdę stało z dziewczynką i nim samym.

Ta część Silent Hill powraca do schematu i postaci z pierwszej części. Nowe studio – Climax, zrobiło wbrew obawom dobrą grę, ale wtórną, pomimo kliku nowych pomysłów na rozgrywkę. Klimatem gra przypomina pierwszą i trzecią część, choć bliżej jej do tej trzeciej. Muzyka jest dobra, Akira Yamaoka postarał się by brzmiała inaczej niż w poprzednich częściach, jest bardziej mroczna, choć są także spokojniejsze utwory. W dalszym ciągu usłyszymy partie wokalne Mary Elizabeth McGlynn. Grafika natomiast jest dobra. 

Dla mnie najsłabszym elementem gry była sama historia i walka. Zabrakło także tego strachu, który umieli wykreować twórcy poprzednich części. Można jenak wybaczyć to twórcom, gdyż był to ich pierwszy Silent Hill.


Silent Hill Homecoming (2008)   

Najgorsza gra z całej serii, w dodatku niedopracowana, nudna, przypominająca dogorywanie konającego. Z szumnych zapowiedzi i trailerów wyszła gra, która mogła by w ogóle się nie ukazać. Dlaczego? Kolejny team – Double Helix. Zdziwił mnie fakt, że Konami zrezygnowało ze studia Climax i powierzyło grę ludziom, którzy co prawda mieli jakiś pomysł na grę, jednak zawiodło wykonanie.

Alex wraca do domu z wojny w Wietnamie, ma przeczucia, że stało się coś z jego bratem. Szybko odkrywa, że dzieje się także coś nie tak w jego mieście – Shepherd’s Glenn. Miasteczko jest opustoszałe, ludzie zachowują się dziwnie, a w okolicach grasują niebezpieczne potwory. Alex będzie chciał wyjaśnić zagadkę zniknięcia jego brata (który co jakiś czas pojawia mu się przed oczami uciekając przed nim). Sam natomiast będzie świadkiem zjawisk, które mogą być nie do końca związane z rzeczywistością…

Jak już wspomniałem – twórcy mieli jakiś pomysł, choć wzorowali się także na poprzednich częściach i filmie Silent Hill. Zmienił się system walki, który stał się trochę chaotyczny. Lokacje jakie zwiedzamy są jednak słabo wykonane, poza nielicznymi wyjątkami. - Hell Descent i kościół. Muzyka jest tylko dobra…a to za mało na Silent Hill, podobnie jak grafika, która mogła by być znacznie lepsza i dopracowana. Z tych kliku, technicznych powodów gra straciła na klimacie i stała się zwykłą przygotówką, w dodatku nudną...


Silent Hill: Shatterred Memories (2009) 

Po ostatniej wpadce Konami postanowiło wrócić do studia Climax. Powierzyli im trudne zadanie stworzenia gry, w której będziemy mieć do czynienia z postaciami i lokacjami z części pierwszej, a głównym bohaterem będzie znów Harry. Nie jest to jednak remake, a zupełnie inna gra.

Tym razem stworzono coś zupełnie innego, począwszy od sposobu rozgrywki, a skończywszy na lokacjach i to w jaki sposób się zmieniają. Nie ma mgły, nie ma zardzewiałych krat i krwi. Jest za to lód i niebieskie barwy. Nie ma walki – jest tylko ucieczka. Dodatkową nowością są testy psychologiczne, które mają wpływ na grę i na jej zakończenia. Widać, że twórcy stworzyli coś zupełnie innego niż Team Silent i wyszło im to bardzo dobrze. Znów można zżyć się z głównym bohaterem, znów można oglądać rewelacyjne cut-scenki. Sama gra natomiast jest bardzo dobra, choć różni się znacznie od wszystkich części – wspomniany brak walki, czy proste zagadki. Muzyka jest świetna, doskonale pasuje do tego co się dzieje, grafika jest dobra. Całość przypomina mi tak jak druga część – filmy Davida Lyncha.

Gra pozytywnie zaskoczyła mnie, gdy ją przeszedłem po raz pierwszy – miałem to uczucie, które towarzyszyło mi po ukończeniu pierwszej i drugiej części. Zaryzykuję stwierdzeniem, że ta część ma najlepsze i zapadające na długo w pamięć zakończenia z całej serii, a postać Harry’ego najbardziej przypomina tych, którzy istnieją w realnym świecie.






Podsumowując – warto zagrać w każdą z tych części. Najsłabiej wypada Silent Hill Homecoming, najlepiej część pierwsza, druga i ostatnia – Shattered Memories. Jeśli zaczynasz dopiero swoją przygodę z Silent Hill, a jesteś podobnie jak ja fanem dobrego horroru,  to wiedz, że czeka na Ciebie mnóstwo wspaniale spędzonego czasu, zacznij jednak grę od części pierwszej! Jeśli nie chcesz popsuć sobie tych wrażeń, to nie graj w piątą część, albo zostaw ją sobie na sam koniec, tak jak Origins ;)